Może to zabrzmi nieco ekscentrycznie w naszych bardzo pragmatycznych czasach, ale starałam się zawsze tak ustawić moją pracę, żeby miała jakiś rodzaj sensu, żeby mnie budowała, i żeby przynosiła choćby odrobinę dobra dla innych. Nic wielkiego, ale wtedy rzeczywiście praca staje się praktyką.(…)”

Olga Tokarczuk

Dwa lata temu nie wiedziałam, że istnieje ktoś taki jak Wirtualna Asystentka. Owszem, zdawałam sobie sprawę, że przedsiębiorcy, freelancerzy, marki czy osoby ze świata Social Mediów mają pomoc do różnych zadań. Nie sądziłam, że może być to ktoś taki jak ja.

Kiedy usłyszałam, że moje służbowe obowiązki (byłam asystentką w kancelarii prawniczej) oraz to, co mnie interesuje (m.in. świat social mediów i grafika) można połączyć, stworzyć firmę i pracować z wieloma klientami byłam zachwycona. Zaczęłam zazdrościć osobom, które tak pracują. Postanowiłam sobie, że w końcu dołącze do ich grona. Miałam ogromną determinację! Praca (po części) w zawodzie, praca na własnych zasadach przy czym uwielbianie tego co się robi to spełnienie marzeń. Jak byłam małą dziewczynką wyobrażałam siebie jako Panią Prezes, która stworzyła firmę od zera i działa prężnie na rynku. Nie wiedziałam co to będzie za firma i nie sądziłam, że w dorosłym życiu uda mi się połączyć „przyjemne z pożytecznym”. Dzisiaj jestem kimś więcej niż Panią Prezes. Jestem Wirtualną asystentką.

Wolność, to coś co cenię w życiu najbardziej. Prowadzenie swojej własnej działalności, praca z klientami, oraz możliwość decydowania o czasie i miejscu pracy dało mi zawodową wolność. Nikt wcześniej mi tego nie dał i wiem, ze tylko ja jestem w stanie to sobie zaoferować. Wirtualna asystentka – dla mnie to wolność, która idzie w parze z odpowiedzialnością i ciężką pracą. Własna działalność to ogromne wyzwanie, samodyscyplina, poświęcenie i odwaga. Jednocześnie to coś, co daje ogromną satysfakcję – w końcu na wszystko pracujemy sami.

Zakładając swoją działalność, wiedziałam, że muszę postawić granicę. Czasem, jak poświęcam się czemuś nowemu to zapominam o czymś tak ważnym jak czas. Wiedziałam, że taka granica jest fundamentem zdrowego biznesu i spokojnej psychiki. Szanuje swój czas pracy, ale prowadzenie swojej firmy często odbiega od 8 godzinnego dnia w biurze. Zdarza mi się zasiedzieć, kończyć projekty wieczorami, albo sprawdzać pocztę po 21. Czy jestem pracoholiczką? Wydaje mi się, że nie. Widzę efekty swojej pracy, a moi klienci są zadowoleni. Po prostu staram się, żeby to były pojedyncze epizody, a nie codzienność.

Prowadzenie swojej działalności nauczyło mnie umiejętności słuchania samej siebie. Jeśli mam najmniejszą wątpliwość dotyczącą jakiegoś zlecenia czy działania rozważam to trzy razy. Zaczęłam słuchać innych osób, które doradzają mi w prowadzeniu firmy, tzn. analizuje ich rady i na przykładzie swojej zawodowej drogi sprawdzam, jak to polepszy moją sytuację. Nigdy nie obiecuje nikomu czegoś, czego nie potrafię zrobić. Przestałam bać się porażki. Rynek VA coraz bardziej się rozrasta i w przypadku nie otrzymania danego zlecenia wyciągam wnioski i staram się skupić na polepszeniu swoich umiejętności. Najważniejszym punktem mojej przemiany jest jakość, a nie ilość zarówno w doborze klientów, zleceń i narzędzi.

Przez kilka lat byłam asystentką (początkowo) w instytucji finansowej, a później w dużej, popularnej, warszawskiej kancelarii prawniczej. Z każdego miejsca wyniosłam ogrom doświadczenia, ale tak naprawdę dopiero założenie swojej firmy, nauka nowych umiejętności i ogrom wiedzy, który nabyłam w czasie tworzenia swojego miejsca dała mi pełną satysfakcję, której nie zaznałam w czasie kilkuletniej, etatowej drogi zawodowej. Mam satysfakcje, ze wszystko co tutaj widzicie jest moje. Stworzyłam to od początku sama z pomocą narzeczonego. Zawsze wierzyłam w siebie i swoje umiejętności, ale brakowało mi odwagi. To On mnie popchnął do przodu, pokazał, że dam radę. Czy się boje? Bardzo. Własna działalność jest ogromnym ryzykiem. Czy żałuje? Absolutnie nie. Jestem pewna, że drugi raz podjęłabym taką samą decyzję.

Zdjęcie autorstwa fauxels z Pexels